J. Barański: W końcu dojdzie do buntu
W końcu dojdzie do buntu - to tytuł rozmowy, jaką dziennik TRYBUNA przeprowadził z przewodniczącym RACJI - Janem Barańskim tuż przed marszem przeciw klerykalizacji. Zachecamy do przeczytania.
Z JANEM BARAŃSKIM, przewodniczącym partii RACJA Polskiej Lewicy, rozmawia KRZYSZTOF LUBCZYŃSKI. Walka z klerykalizmem jest w Polsce wyjątkowo ciężka i niewdzięczna, ktokolwiek sprawuje rządy. Jakie nadzieje wiąże Pan z sobotnią manifestacją w Warszawie pod hasłem „Dość państwa klerykalnego”? Będziemy się domagać zaprzestania indoktrynacji religijnej, zawłaszczania przez kler sfery politycznej, finansowania przedsięwzięć kościelnych z budżetu państwa, w tym przeciw takim wybrykom Sejmu jak dofinansowywanie budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Będziemy też protestować przeciw ograniczaniu swobody wypowiedzi, zarówno artystycznej, jak i ludzi myślących inaczej niż nakazuje obowiązująca ideologia katolicka. Liczę, że w naszym marszu wezmą udział przedstawiciele organizacji nie tylko lewicowych, ale w ogóle postępowych, popierających swobody obywatelskie i demokratyczne. Kościół i jego sprawy ciągle pozostają w sferze tabu. O ile media krytykują klerykalno-nacjonalistyczne rządy PiS, o tyle krytyka Kościoła była i jest na ogól bardzo nieśmiała, lękliwa. Jak przełamać status Kościoła jako „świętej krowy” w życiu publicznym? Bycie w otwarty sposób antyklerykałem wymaga odwagi, ale myślę, że postępująca klerykalizacja w końcu wywoła bunt, że społeczeństwo się otrząśnie. Liczę to zwłaszcza na bunt i na rozum młodego pokolenia. Uważam jednak, że w tej sferze nie można liczyć na szybkie osiągnięcie celu, na sprint, lecz musimy liczyć się z długim marszem, z maratonem. Jednak prędzej czy później uda nam się zahamować trend klerykalizacji, który wzmacnia obecnie rządząca formacja. Do lewicy nie ma Pan w tej kwestii pretensji? Mam,. Praprzyczyną powstania naszej partii, jeszcze pod nazwą Antyklerykalnej Partii Postępu RACJA, była niezgoda na politykę rządzącego wtedy SLD. W zakresie spraw światopoglądowych była to polityka defensywna i lękliwa. To prawda, że w wyborach SLD, żeby zjednać sobie elektorat, rzucał się klerowi do gardła, ale gdy chodziło o jego poparcie dla celów politycznych partii, jak np. wejścia Polski do UE, to Sojusz zachowywał się wobec Kościoła przymilnie. A przecież zamiast takiej huśtawki można zachowywać się godnie i normalnie, jak przystało na partię postępową. Co planujecie po sobotniej manifestacji w Warszawie? I dlaczego z nazwy waszej partii usunęliście słowo „antyklerykalna”? Przypuszczam, że kolejną okazją do protestu będzie rocznica konkordatu, którego ratyfikację zawdzięczamy, niestety, byłemu prezydentowi. Wielu antyklerykałów nie może mu też darować, że nazwał antyklerykalizm „chorobą, którą trzeba leczyć”, choć my antyklerykalizm traktujemy nie jako walkę z Kościołem czy wiarą, lecz jako wyraz sporu o kształt państwa. Nazwę rzeczywiście zmieniliśmy po to, by nie prowokować niepożądanych skojarzeń i interpretacji, czym naraziliśmy się nawet na zarzut zdrady. Zupełnie niesłuszny, bo ani na jotę nie zmieniliśmy naszego programu walki o w pełni świeckie państwo. Dziękuję za rozmowę. |