D. Ptaszek: Co z tą Polską?
Nasze państwo jest nienormalne – wynika z debaty „Polska z konkordatem po 13 latach”. Niby prawnie wszystko jest w porządku, ale praktycznie stoi do góry nogami. I bądź tu mądry zwykły zjadaczu chleba.
13 rocznica konkordatu stała się okazją do podsumowania skutków obowiązywania tego dokumentu. Debata, zorganizowana przez RACJĘ, zgromadziła kilkadziesiąt osób, w tym wiele interesujących postaci od lat zaangażowanych w walkę o świeckość państwa. Brakowało tylko adwokata diabła, bo odmówił. Była więc okazja do wymiany doświadczeń, poglądów, chociaż trzeba przyznać, że nastroje były zauważalnie minorowe z uwagi na całokształt sytuacji w Polsce, jak podkreślano. Jan Barański rozpoczynając zapytał: - Czy Polska jest państwem wyznaniowym i czy można na to jednoznacznie odpowiedzieć? Jako pierwszy swój pogląd wyraził dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego. Stwierdził, że biorąc pod uwagę Konstytucję w Polsce funkcjonuje przyjazny rozdział państwa i kościoła: - Polskę można scharakteryzować jako państwo sprzyjające religii, niekiedy wręcz parawyznaniowe, czymś innym jest natomiast praktyka polityczna – pod tym względem to państwo quasiwyznaniowe. Zauważył, że polskie prawo wyznaniowe nie wynika z jakiegoś systemu wartości, ale od lat jest narzędziem w rękach polityków i Kościoła. Nie zgodził się z nim Czesław Janik z „Neutrum”. – Wobec kogo to przyjazny rozdział? Wobec Krk tak, ale wobec innych kościołów to rozdział dyskryminujący. Państwo polskie wykazuje jedną z ważnych cech państwa wyznaniowego, tzn. finansuje Kościół – mówił. Wyjątkowo ciekawe było wystąpienie byłej senator Krystyny Sienkiewicz, która opowiedziała o ekonomicznym mecenacie państwa nad Kościołem. – Byłam inicjatorką zniesienia Funduszu Kościelnego. Ustawa nie przeszła przez lewicowy Senat i rząd. Premier Miller dostał bólu głowy i brzucha, nie mniej cierpiał Marek Belka, a jak cierpiał min. Cimoszewicz to jako pielęgniarka nie potrafię opisać – opowiadała z goryczą. – Za swoje inicjatywy zapłaciłam wysoką cenę polityczną i osobistą. Nie widzę szans na zmianę, bo lewica jest tchórzliwa i przekupna. Senatorowie lubią być obok biskupa, podzielić się opłatkiem, bo elektorat to lubi. Nawet jeżeli tłucze żonę, pije wódkę, kradnie, to jednak do Pana Jezuska pójdzie i zagłosuje na tego, co Radyjko wskaże. W debacie udział wziął też Mariusz Agnosiewicz. Niemniej ciekawe głosy padały z publiczności. Prof. Maria Szyszkowska porównała państwo wyznaniowe do państw totalitarnego, w którym panuje lęk i strach, a szansą jest albo krwawa rewolucja, albo całkowita likwidacja instytucji religijnych. Aleksander Merker z dawnego Urzędu ds. wyznań zwrócił uwagę, że wszystkie mniejszości religijne to ok. 3 proc. Polaków, ale jest dużo większa i faktycznie dyskryminowana grupa: - Stale rośnie liczba osób nie należących do kościoła czy związku wyznaniowego, w większości są to osoby obojętne religijnie. Wg ostatnich danych z 2002 r. było to 7,7 proc. W spotkaniu uczestniczyli też m. in. Andrzej Dominiczak, Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska i Jan Stępień. Choć dyskusja dotyczyła spraw trudnych i kontrowersyjnych, a uczestnicy wyrażali dość zbliżone opinie, wydaje się, że była potrzebna. Udało się w jednym miejscu zebrać wiele osób, które od lat odważnie walczą o neutralność światopoglądową, co powinno zaowocować „zwarciem szeregów”, bo wróg nie śpi. Jak zauważył dr Borecki, już niebawem katolicyzm stanie się elementem ideologii państwowej, a już jest elementem ceremoniału państwowego. – Utożsamianie polskości i katolicyzmu, co robi premier, w połączeniu z rzekomą jednorodnością światopoglądową społeczeństwa musi prowadzić do marginalizacji niekatolików. Sądzę, że nasili się zjawisko łamania sumień pracowników administracji, nauczycieli, uczniów. Można oczekiwać standaryzacji światopoglądowej, głównie z powodu strachu – przewidywał. DANIEL PTASZEK |