J. Barański dla "FiM": Będzie lepiej!
Kilka dni przed wyborami redakcja „FiM” rozmawia z Janem Barańskim, przewodniczącym RACJI Polskiej Lewicy: - Członek, a zwłaszcza sympatyk naszej partii, nie będzie miał już dylematu, czy jego głos nie będzie głosem zmarnowanym. I to najważniejszy efekt wspólnego koalicyjnego startu.
"FiM": – W 2005 roku, w wyborach do Sejmu, kandydaci RACJI PL wystartowali z list Polskiej Partii Pracy, natomiast w tegorocznych – do samorządu – z list koalicji Lewica i Demokraci. Niektórzy z naszych Czytelników, członków i sympatyków partii uważają taką decyzję za wielce kontrowersyjną, a inni za wręcz nie do zaakceptowania. Jan Barański: – Na tę decyzję złożyło się kilka powodów. Pierwszy miał związek z ubiegłorocznymi wyborami do Sejmu, a konkretnie z analizą wyniku, jaki uzyskała RACJA. Jednoczesny start w tych wyborach kilku komitetów określanych jako lewicowe, spowodował rozproszenie głosów. Wówczas obawa przed eliminacją lewicy z parlamentu wywołała wśród elektoratu efekt, który określiliśmy jako „syndrom straconego głosu”. Duża część naszych członków i sympatyków, antyklerykałów, podjęła racjonalną decyzję, oddając głosy na SLD, aby w Sejmie znalazła się jakakolwiek reprezentacja lewicy. Przegrała SdPl. Partia Demokratyczna, choć nie należy do lewicy, też nie weszła do Sejmu, a RACJA – w ramach komitetu PPP – uzyskała gorszy wynik od cząstkowego wyniku z wyborów do Parlamentu Europejskiego. Drugi zasadniczy powód dołączenia do koalicji Lewica i Demokraci określam najogólniej jako działanie w stanie „wyższej konieczności”. Dotychczasowe dokonania i dalsze plany PiS-u, LPR-u i Samoobrony musiały wywołać reakcję obronną u większości postępowych sił politycznych i spowodować ich integrację. Wszak walka Prawa i Sprawiedliwości o samorząd to kolejny etap w wojnie o zawłaszczanie państwa, skok „na kasę”, na europejskie fundusze – z myślą o budowaniu przy ich użyciu swojej siły w terenie. Trudno w tej sytuacji zostać bezczynnym. I powód trzeci przystąpienia do koalicji, dla RACJI PL perspektywiczny: tegoroczne wybory samorządowe traktujemy oczywiście jako pole walki wyborczej o wpływ na działanie samorządu, ale równocześnie jako etap przejściowy, przygotowawczy do następnych wyborów. Tym razem parlamentarnych.
– Nawet przy takich poważnych powodach i uzasadnieniu trudno spokojnie przejść do porządku dziennego nad koalicją z demokratami, którzy – jako neoliberałowie – są dla ideowej lewicy nie do zaakceptowania.
– To fakt. Jednak pamiętajmy, że samorząd koncentruje się na innych zagadnieniach. W terenie często nie są ważne i dostrzegalne różnice pomiędzy programami i dokonaniami partii. Obywateli mniej interesuje wielka polityka zagraniczna, sprawy globalizacji. Społeczności lokalne myślą o swoich życiowych sprawach. Stan zagrożenia państwa polityką prowadzoną przez PiS zdecydował o przystąpieniu do koalicji wyborczej, w której znalazła się również Partia Demokratyczna. Jestem przekonany, że demokraci mieli większy od nas dylemat, czy wejść w koalicję z SLD czy SdPl i innymi ugrupowaniami lewicowymi. Przy swoim rodowodzie, historii, programie i dokonaniach bratanie się demokratów z tymi, którzy przez lata byli po drugiej stronie politycznej barykady i byli przez demokratów określani jako postkomuniści, stanowiło dla tej partii wielkie wyzwanie. Dla nas nie, ponieważ dla RACJI nie ma wrogów na szeroko rozumianej lewicy.
– RACJA ma stosunkowo nieliczną grupę kandydatów. Jaki więc widzicie sposób, aby tych swoich wyróżnić i wylansować?
– W wyniku długich konsultacji, które prowadziłem z liderami terenowymi struktur RACJI, po rozmowach w gronie najbliższych współpracowników zaproponowałem dla sejmików strategię jednego, najlepiej tego samego miejsca na liście wyborczej. To ułatwia reklamę i dotarcie do elektoratu, poprawia skuteczność kampanii. Coś musi być na rzeczy, skoro startująca samodzielnie Polska Partia Pracy w okręgu, który w poprzednich wyborach do Sejmu był moim matecznikiem, umieściła na swojej liście, na siódmej pozycji w wyborach do sejmiku, kandydata o nazwisku Barański, tylko że... Andrzeja. Jestem przekonany, że to nie przypadek. Kampania reklamowa na jeden numer – poza szansą na większą skuteczność – jest tańsza. Oczywiście, trzeba pamiętać, że bez nośników reklamy trudno osiągnąć sukces. Kandydaci angażują się sami. Finansowo i organizacyjnie. Drukują w ramach komitetu materiały reklamowe. Spotykają się z wyborcami. Niektórzy z nich pojawią się w spotach reklamowych. Ze strony kierownictwa uzyskają wsparcie w postaci ulotki krajowej w dużym nakładzie. Mamy wyborczą stronę internetową, niektórzy kandydaci mają własne. Jednakże najważniejsze są media. Sytuacja lewicy w tym względzie jest niewesoła. Nam największe możliwości daje współpraca z waszym tygodnikiem, który wspiera partię przez cały okres kampanii wyborczej, pokazując nasze dokonania, plany i kandydatów.
– Jakiego wyniku wyborczego spodziewacie się w tej sytuacji?
– Przed ubiegłorocznymi wyborami do Sejmu byłem optymistą przekonanym o możliwym sukcesie, a takim byłoby uzyskanie minimum trzech procent głosów wyborców. Jednak ostateczny wynik i główne jego przyczyny, wielokrotnie omawiane i dyskutowane przy różnych okazjach, skłaniają do większej ostrożności. Pewny jestem jednego: zarówno RACJA, jak i SLD czy – szerzej – koalicja, odniosą z faktu wspólnego startu korzyści. Członek, a zwłaszcza sympatyk naszej partii, nie będzie miał już dylematu, czy jego głos nie będzie głosem zmarnowanym. I to najważniejszy efekt wspólnego koalicyjnego startu. A sukces wyborczy? Cóż... jestem przekonany, że w tegorocznych wyborach samorządowych RACJA i jej kandydaci osiągną znacznie lepszy wynik niż poprzednio.
Rozmawiał JERZY KOWALCZYK
|