|
Kontakt |
ZARZĄD KRAJOWY ul. Emilii Plater 55/81 00-113 Warszawa tel./fax: 022 620 69 66 tel.: 0 399 10 88 99 mail: poczta[at]racja.org.pl PRZEWODNICZĄCY Maria SZYSZKOWSKA tel./fax: 022 620 69 66 SEKRETARZ GENERALNY Jan BARAŃSKI tel.: 698 831 308, e-mail RZECZNIK PRASOWYTeresa JAKUBOWSKA tel./fax: 022 621 41 15 tel. 606 374 747, e-mail Konto: ING Bank, nr 04 1050 1461 1000 0022 6600 1722 |
|
SERWIS INFO |
| Zapisz się do SERWISU INFO |
|
|
POLECANE KSIĄŻKI |
|
PROMOCJA CENOWA! |
|
|
J. Stepień: Należę do niepokornych |
|
07 listopada 2006 |
Jan Stępień dla "FiM:" Należę do niepokornych
Jan Stępień – poeta, prozaik, rysownik i rzeźbiarz. Członek Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Kultury Europejskiej z siedzibą w Wenecji, w 2002 r. odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Wspólnie z żoną Marią Szyszkowską osiadł w Nałęczowie. Kandydat RACJI do Sejmiku Lubelskiego. Prezentujemy wywiad, którego wersja skrócona ukazała się w "Faktach i Mitach".
FiM: - Minister Kultury i Jedynie Słusznej Prawdy, Kazimierz Ujazdowski, odkręcił kurek z forsą dla instytucji katolickich. Pana twórczość jest daleka od tak jednostronnej wizji świata, ale może warto zmienić jej tematykę, by uszczknąć trochę i na swoje prace z naszych wspólnych podatników pieniędzy?
Jan Stępień: - Byłbym rad, gdyby pan minister Ujazdowski przyznał mi jakieś twórcze stypendium. Obawiam się, że to będzie niemożliwe, gdyż moje książki nie są słuszne, to znaczy Boguojczyźniane. Wręcz przeciwnie - w swoich książkach staram się krytykować typowe postawy naszych rodaków, a więc konformizm i zakłamanie. Denerwuje mnie to. Sytuacja jest tak jak w PRLu, że narzekamy na system, ale po cichu. Mało kto ma odwagę publicznie to robić. Wtedy się ludzie bali, i teraz znowu się boją, narzekając po kątach. Jednak bardziej się boją z powodów biologicznych, bo pracy nie ma dla każdego. Poza tym ta presja Kościoła katolickiego jest tak duża przecież, że wymusza jakieś zachowania. Mieszkam z żoną z Nałęczowie i od kilku lat jesteśmy zmarginalizowani przez burmistrza, dlatego że skrytykowaliśmy kiedyś jego działalność. Nałęczów się zaniedbał, robi się tam jakieś interesy. Na pierwszy rzut oka jest niby ładnie i elegancko, ale jak się wejdzie w ludzkie dramaty, to opadają ręce.
- Pisze Pan o problemach aktualnych, które wielu nam podnoszą ciśnienie krwi, ale jednak językiem nieagresywnym, pozytywnym, mimo że to często demaskacja obłudy Kościoła, zaściankowości, chorego konserwatyzmu...
- Staram się przynajmniej. W ogóle bardzo mnie uwiera brak jakiś takich szczerych kontaktów międzyludzkich, które obecnie są wyjątkowo trudne. Bo jeżeli ludzie się spotykają po to, by załatwiać interesy, wykrzyczeć swoje problemy czy choroby i idą dalej, to uważam, że jest to sprawa dramatyczna. Właśnie interesują mnie te problemy, o których mówimy. Literatura powinna dotykać problemów, które są w człowieku umocowane, a pisarz powinien pisać o tym, o czym wielu nie chce pisać. Np. w mojej powieści jest onanizm kobiety, już takiej dojrzałej, i pytają mnie, po co ja to w ogóle napisałem. A ja odpowiadam, że po to, że życie intymne człowieka jest bardzo ważne. Są pewne sfery, o których się nie mówi publicznie, a ja próbuję o tym pisać.
- No właśnie. Pana nowej pozycji minister pewnie nie wziąłby do rąk, bo musiałby szybko biec do spowiedzi. „Czas miłości” to odważna powieść. Jest w niej seks, antyklerykalizm, a nawet politycy, a jednocześnie miłość i rozważania nad problemami zwykłego człowieka.
- „Czas miłości" - taki mi się wydaje - jest powieścią o szukaniu wielkiej miłości, która nadaje wyższy sens istnienia. Maria, bohaterka powieści, znajduje taką miłość, gdy zostaje odebrana jej praca, którą kochała. Przechodzi na niechcianą emeryturę. Maria, wrażliwa istota, ostro przeżywa świat zewnętrzny. Boli ją świadomość, że w Polsce i na świecie żyją głodni ludzie. Jest przerażona brutalnością świata ludzi dorosłych. Ma żal do polityków, że zamiast pochylić się nad biednymi i bezrobotnymi zajmują się pomnażaniem swoich dóbr i szukaniem korzyści materialnych. "Czas miłości", jak sądzę, jest również tęsknotą za wiecznością. Stąd wewnętrzne polemiki Marii z Absolutem, który, jeśli przyjąć, że ma nasze cechy - jest okrutny, bo najpierw daje nam to, co kochamy, a później wszystko to nam zabiera skazując nas na śmierć. Jest jeszcze warstwa społeczno-polityczna. Ważna, bo nie jest tak, że człowiek żyje gdzieś w puszczy. Nawet jeżeli się wystrzega polityki, nie ogląda telewizji, nie słucha radia i nie czyta gazet, to siłą rzeczy jest zdany na łaskę i niełaskę polityków. Nawet pieczywo w sklepie to jakaś działalność polityków. Jest jeszcze jedna warstwa tej powieści, nie wiem czy państwu jest bliska parapsychologia. Ja uważam, że pisarz powinien też pisać o rzeczach, które są mało znane, nie rozpoznane, czy wręcz zapomniane. Moim zdaniem człowiek żyje w kilku wymiarach. Czasem mu wydaje, że żyje w wymiarze biologiczno-fizycznym, ale obok niego są jeszcze inne wymiary, w które niejako wchodzi, świadomie lub nieświadomie.
- Od jakiegoś czasu twórcy alternatywni wobec „jedynie słusznej” wizji katolickiej czują na szyi sznur szubienicy. Klerykalna cenzura jest też coraz częściej akceptowana przez nich samych – dla świętego spokoju. Jak długo niepokorni to wytrzymają?
- Kiedyś napisałem taki wiersz, którego fragment pozwolę sobie zacytować: ”zło rodzi się również ze świętego spokoju”. Tak to już jest, że większość szybko dostosowuje się do warunków zewnętrznych. Dotyczy to również, a może przede wszystkim, artystów i uczonych. Ja, przepraszam za megalomanię, na moje szczęście, należę do tych niepokornych, którzy wiedzą, że wszystko przemija, a więc złe czasy dla artystów też przeminą. Ale nie łudźmy się, że będą łaskawe dla artystów. Artysta, pisarz to taki współczesny Don Kichot, któremu pomyliły się epoki. Powinien sięgać do zakamarków ludzkiej natury, która odarta z mitów i kulturowych szat - może porażać moralistów, kapłanów czy ludzi, których określamy mianem dobrze wychowanych.
- A czy Pan spotkał się w swojej działalności twórczej z przypadkami cenzury czy dyskryminacji z powodu wyznawanego światopoglądu?
- W czasach PRL zdjęto mi opowiadanie o wojsku z debiutanckiego zbioru opowiadań. Obecnie mam kłopoty z wystawieniem sztuki, która jest antyamerykańska, antykapitalistyczna i antyliberalna. Czasami jestem dyskryminowany towarzysko z powodu wyznawanego światopoglądu, innego niż ten powszechny. Czuję się panteistą. Z przykrością donoszę, że niewielu naszych katolików rozumie to pojęcie.
- Problem z wystawieniem sztuki? Jakoś trudno mi uwierzyć, że jest aż tak ciężko...
- Powysyłałem do wielu teatrów, ale te milczą. Dano mi jednak wyraźnie do zrozumienia, że sztuka jest niepoprawna ideologicznie. Jej tytuł to „Złodzieje”, a rzecz dotyczy grupy inteligentów, którzy mieszkają na działkach. Bohaterowie to: były dziennikarz, były polityk i były inżynier. Jest jeszcze biznesmen, właściciel działki, i szczur Feliks. Problem polega na tym, że znaleźli się w sytuacji z własnej winy o tyle, że nie byli praktyczni i zaradni, i nawet chcieliby wrócić do tzw. normalnego społeczeństwa, ale nie mają możliwości. Ileś lat nie pracują, mniej potrafią, poza tym jeden jest homoseksualistą. Nie mają też pieniędzy, aby zapłacić kapitaliście za ten domek. Jedzą to, co znajdą na śmietniku, zbierają złom i papier. Rozmawiają, czasami rzucają się sobie do gardeł, bo wiadomo, że to mała przestrzeń. Ta sztuka to oskarżenie kapitalizmu, stosunków społecznych, tego wszystkiego, co powoduje, że niezaradni ludzie znajdują się na marginesie życia. Są też akcenty antyamerykańskie. Światli jednak ludzie rozmawiają ze sobą o tym wszystkim, krytykują wojnę w Iraku, Busha, są szczerzy do bólu.
- Wewnętrzna cenzura teatrów?
- Tak, choć może to lęk, że ktoś będzie miał pretensje? Nie umiem pisać zgodnie z tym, co obowiązuje. Wiele rzeczy mnie denerwuje w tej rzeczywistości, więc przenoszę to czy w poezji, czy prozie, ostatnio też w sztukach.
- Ale to jest tylko zaniepokojenie, czy walnie Pan czasem porządnie pięścią w stół? Bo artysta, który ma problemy na tle ideologicznym, może w pewnym momencie porządnie się wkurzyć...
- Tak. Może pięścią nie biję w stół, ale jestem rozgoryczony, mówię, że mam wszystkiego dosyć. I też dlatego piszę, dzięki czemu jakoś zachowuję równowagę psychiczną i czuję się później lepiej. A że coś powstanie, to chciałbym, aby to później ktoś zobaczył, podzielił się swoimi wrażeniami i przez to był mi bliski.
- Tworzy Pan tym fragment polskiej kultury. Jak Pan ocenia jej dzisiejszy stan?
- Jak zawsze mamy wielu wspaniałych artystów, ale to nie oni są przewodnikami narodu. Zastąpili ich marni politycy, którzy uważają, że bez sztuki można żyć, ale nie bez polityki. Podam znamienny przykład: we Francji, gdy tworzy się nowy rząd, najważniejszym resortem jest ministerstwo kultury. U nas kandydaci na ministrów wywodzą się z tak zwanej "łapanki".
- Przecież Ujazdowski jest już drugi raz ministrem?
- Z łapanki w tym sensie, że nikt z bardzo ambitnych polityków nie garnie się do bycia ministrem kultury. Michał Ujazdowski został "złapany" kiedyś i doskonale się wywiązuje ze swojej misji, czyli z naszych pieniędzy dofinansowuje inwestycje sakralne. Sprawdził się doskonale, stąd druga kadencja.
- Może Polacy w większości nie potrzebują już sztuki?
- W zdecydowanej większości nasi rodacy są zniewalani kulturą masową i Internetem, czyli światem wirtualnym. Sztuka przez duże S rzadko gości na ekranach naszych telewizorów, a jeżeli - to w porze, gdy ludzie uczciwi już dawno śpią. Oczywiście, zdrowsze jest obcowanie bezpośrednie ze Sztuką. Ale ludzka natura jest bierna, wygodna i leniwa. Tylko zapaleńcy odwiedzają filharmonie, galerie czy muzea. Telewizja mogłaby zaszczepiać wyższe wartości, ale niestety, dla właścicieli mediów najważniejsza jest oglądalność. Im większa, tym dla nich lepsza, a tym gorsza dla naszych umysłów.
- Kandyduje Pan w wyborach samorządowych, wkraczając tym samym na płaszczyznę polityki. Co chciałby Pan zaoferować lokalnej społeczności?
- Lokalnej społeczności, pod warunkiem, że otrzymam od niej mandat zaufania, chciałbym uświadomić, że nasza Ziemia jest organizmem żywym i należy o nią dbać a nie niszczyć - jak to się dzieje już od wielu lat. Chciałbym też uświadomić moim wyborcom, że zwierzęta też cierpią i łakną naszych pozytywnych uczuć, oraz że nie samym chlebem człowiek powinien żyć, bo skoro chleb jest pokarmem dla ciała, to sztuka i kultura jest pokarmem dla naszej psychiki, która również wymaga higieny, jak nasze ciało. Wyborcy powinni postawić krzyżyk przy moim nazwisku, bo dopiero wchodzę w obszar polityki. Nikt nie może powiedzieć, że Jan Stępień skompromitował się jako polityk.
- Wchodzi Pan w politykę w czasie, kiedy wielu polityków swoimi czynami sięga dna. Warto? Może lepiej rzucić to wszystko, zaszyć się w Nałęczowie i żyć tylko dla siebie i żony?
- Wierzę w to, że politykę mogą uprawiać ludzie, którzy są bezinteresowni. Przecież tak wiele zależy od nas samych... Najłatwiej jest krytykować i nic nie robić, aby zmieniać "parszywą" rzeczywistość. Rozmawiał DANIEL PTASZEK *** Jan Stępień kandyduje do lubelskiego sejmiku wojewódzkiego w okręgu nr 2 z listy koalicji „Lewica i Demokraci” (rekomendacja RACJI PL); pozycja nr 7.
|
|
|
|
STRONY LOKALNE |
Wałbrzych www Kujawsko-pomorskie www Zachodniopomorskie www Lubuskie www Mazowieckie www Świnoujście www Stargard Szczeciński www Szczecin www Katowice www Opole www Podkarpackie www |
|