Żądamy legalnej aborcji
Pod hasłem "Dosyć piekła kobiet, żądamy legalnej aborcji", kilkaset osób demonstrowało w Warszawie przeciwko proponowanemu przez Ligę Polskich Rodzin wprowadzeniu do konstytucji zakazu przeprowadzania aborcji. Nie zabrakło przedstawicieli naszej partii, która jednoznacznie opowiada się za prawem kobiet do decydowania o własnej ciąży. Zdjęcia: 1, 2, 3, 4.
Katarzyna Bratkowska z Komitetu Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników i Porozumienia Kobiet 8 Marca mówiła, że należy skończyć z określaniem istniejącej ustawy jako "kompromisu". Stwierdziła, że jest ona drastycznie antykobieca i należy ją jak najszybciej zmienić, tak by uszanowana została ludzka wolność. Obecne prawo uprzywilejowuje płód względem kobiety, podczas gdy, jak zauważyła płód być może jest człowiekiem; kobieta jest nim na pewno.
Bratkowska oskarżyła media, że poprzez tendencyjne przedstawianie sprawy aborcji wspierają ograniczanie kobiecej wolności. Jako przykład podała to, iż stacja TVN 24, której reporterzy byli obecni przy happeningu z 1 listopada, kiedy zapalono znicze dla kobiet zmarłych w wyniku zakazu aborcji, nie tylko nie wspomniała o tym, ale wymyśliła medialne wydarzenie (jakie w rzeczywistości nie miało miejsca), polegające na zapalaniu zniczy… usuniętym płodom. Bratkowska nazwała to szczytem infantylizmu albowiem tylko ktoś skrajnie infantylny może zrobić materiał o małej pustej trumience, kogoś, kto nawet nie miał szansy poczuć bólu. I jednocześnie pominąć dorosłych cierpiących ludzi.
Z kolei Wanda Nowicka,szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny powiedziała, iż propozycja LPR, by wprowadzić do konstytucji całkowity zakaz aborcji, jest rozpętaniem kolejnej wojny z kobietami. Nowicka jest pierwszą polityczką, która przyznała się oficjalnie do tego, że przerwała ciążę. Jak miliony kobiet w Polsce, ja również usunęłam ciążę, moja mama przerywała ciążę, moja babcia omal nie umarła podczas pokątnej aborcji. Kobiety zawsze przerywały ciąże - mówiła - Złe jest państwo, które zmusza kobiety do rodzenia - oceniała. Podobnego coming outu dokonała przewodnicząca Stowarzyszenia Pro Femina, Ewa Dąbrowska-Szulc. A także, poprzez wydanie książki, Marta Dzido. Może to zachęci inne kobiety, by przełamały milczenie - wzywała Dąbrowska-Szulc.
Plac Defilad to historyczne miejsce. Pół wieku temu, zanim zdarzył się Poznański Czerwiec, zanim przyszedł Październik z Gomułką, był kwiecień 1956 roku. Wtedy Polki wywalczyły prawną amnestię - mówiła Dąbrowska-Szulc. Amnestię od wyroków: choroby, kalectwa lub śmierci, na które skazywało je obowiązujące prawo. Tą amnestią była ustawa o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Ustawę przyjęto większością głosów. Przez kilkadziesiąt lat Polki mogły decydować o swoim macierzyństwie. Mogły rodzić dzieci, kiedy chciały i tyle – ile chciały - przypominała przewodnicząca Pro Feminy.
Podczas przemarszu z Placu Defilad pod Sejm demonstranci nieśli transparenty: "Aborcja prawem kobiety", "Pigułkowe, nie becikowe", "Walczę, by moje wnuczki mogły wybierać". Skandowali hasła: "Aborcja wyborem, Giertych nie jest wzorem", "Tak dla praw, nie dla prawicy", "Wolne Polki - wolna Polska". lewica.pl
|