 Bujko: Jak to nie wybiorą?
Kiedy oglądałem i słuchałem zapowiedzi uśmiechniętej i zadowolonej z siebie posłanki Danuty Hojarskiej, informującej indagującego ją dziennikarza: „Przecież i tak tu niedługo wrócimy...”, przed oczami stanęła mi sekwencja z filmu Jacka Bromskiego, „U Pana Bogaza piecem”, którego kontynuacja „U Pana Boga w ogródku” weszła właśnie na ekrany kin. Otóż jest tam scena, która idealnie pasuje do wypowiedzi pani poseł Hojarskiej, kiedy to pod adresem urzędującego wójta, obiecującego spłatę zobowiązania po wyborach, trzęsący miasteczkiem proboszcz kieruje słowa: „A co jak Ciebie nie wybiorą?” Wówczas wójt zaskoczony takim pytaniem i wyraźnie skonfundowany pyta: „Jak to nie wybiorą?! A kogo mają wybrać?”...
Wydaje mi się, że posłanka Hojarska kieruje sie chyba podobną logiką. Ona, podobnie jak wielu innych posłów uważa chyba, że ma etat na Wiejskiej?Dziwimy sie, że frekwencja w naszych wyborach parlamentarnych jest niska. Kiedy rozmawia się z ludźmi w różnych środowiskach swoja niechęć do brania udziału w elekcji tłumaczą z reguły tym, że: „Oni i tak wybiorą znowu swoich” (w domyśle: tych samych). Nie wierzą po prostu w siłę swojej kartki wyborczej. Zastanawiałem sie dlaczego tak jest i odpowiedź niejako nasuwa się sama. Przecież jak już zdecydujemy sie iść do wyborów to z reguły stawiamy krzyżyk przy pierwszej, czasem drugiej, trzeciej, ewentualnie ostatniej pozycji. A przecież te miejsca ZAWSZE okupują ludzie, których znamy na co dzień, twarze, których jest pełno w telewizorze osoby, które figurują na pierwszych stronach gazet. Ludzie, którzy już swoje pięć minut już dawno mieli i je po prostu stracili, których obdarzyliśmy swoim zaufaniem i którzy je roztrwonili, którzy nas, swoich wyborców po raz nie wiadomo już który oszukali. Tak, to my wyborcy jesteśmy winni temu, że „Oni” zawsze są wybierani. To my stawiając na ludzi z pierwszych miejsc jesteśmy winni temu, że w parlamencie zawsze są te same twarze. To my wzbudzamy w nich bezczelność i arogancję rodem z filmu Jacka Bromskiego. To dlatego kampania wyborcza w partiach ogranicza sie wyłącznie do tego, kto wyższe miejsce na liście zajmie. Tymczasem te, tzw. „lokomotywy wyborcze” po osiągnięciu swojego celu, czyli stają się często „hamulcowymi”, którzy nie realizują programu i sprzeniewierzają swoim wyborcom. Czy jednak już zawsze musi tak być? ZIEMOWIT BUJKO
|