Menu witryny
Strona główna
Aktualności
Artykuły
Komunikaty
Stanowiska
Ludzie Racji PL
Struktury lokalne
Statut partii
Deklaracja akcesji
Kim jesteśmy
Forum dyskusyjne
Serwis informacyjny
Wyszukiwarka
Kontakt
ZARZĄD KRAJOWY
ul. Emilii Plater 55/81
00-113 Warszawa
tel./fax: 022 620 69 66
mail: poczta[at]racja.org.pl

PRZEWODNICZĄCA
Teresa JAKUBOWSKA
tel./fax: 022 621 41 15
tel. 606 374 747, e-mail

Konto: ING Bank, nr 04 1050
 1461 1000 0022 6600 1722
SERWIS INFO
Zapisz się do SERWISU INFO
POLECANE KSIĄŻKI

     

Polecamy










M. Wiśniowski: Szpital Korczaka
29 stycznia 2008
M. Wiśniowski: Szpital Korczaka

Chodziłem po zwłokach. I toczyłem rozmowy w martwym, bo niepojętym dziś w Polsce języku. To było pouczające doświadczenie, bo nic tak nie wzbogaca człowieka jak konkluzja, że świat wokoło zmienił się bardziej niż nam się wydawało. Chodziłem po zwłokach szpitala dziecięcego im. Janusza Korczaka w Łodzi. To bez wątpienia trup. Pokazywali mi przegniłe resztki niegdyś kwitnącego i sprawnego organizmu.

Tu – przez lejący deszcz ledwie widziałem – była chirurgia dziecięca. Rocznie przyjmowaliśmy kilkanaście tysięcy przypadków. Przenieśli ją do szpitala im. Kopernika. Tam jest tylko chirurgia dla dorosłych. Teraz i tam zamykają. Gdzie się dzieciaki będą leczyć, nie mam pojęcia. Oni też nie.

Chirurgia to pawilon z cegły z czarnymi dziurami wygaszonych okien. Nic tam się nie dzieje. Oni to, wiadomo, władza samorządowa, w gestii której jest ten szpital i która wydała na placówkę wyrok.

A to – taki sam ceglany sześcian – neurologia. Doktor Janina Kwaśniewska stworzyła tu znakomity oddział neurologii dziecięcej, wyspecjalizowanej w leczeniu padaczki. Nie ma dziś tu neurologii dla dzieci. I w całej Łodzi też jej nie ma.

Dyplomy i osiągnięcia na nic się nie zdały. Kwaśniewską cieszy się dziś Olsztyn. Łódź pomyśli potem, co dalej.

I tak, krok za krokiem w lejącej się z nieba wodzie, po ciemnych alejkach, od jednego trupa budynku do drugiego. Głos przewodnika przy każdym rzuca garść informacji. Stomatologia, jedyna w województwie, gdzie w znieczuleniu ogólnym udzielano pomocy dzieciom niepełnosprawnym umysłowo, oddział zakaźny, z oddzielnymi wejściami do każdego boksu, oddział okulistyczny, też w trakcie zamykania, tam dalej oddział toksykologii, bardzo potrzebny w tym mieście. W niektórych pawilonach siedzą pielęgniarki, pilnują nie wiadomo czego, na łóżkach spakowane rzeczy, zapieczętowane urządzenia. Nie są rozmowne, za słowa najczęściej musi wystarczyć rozłożenie rąk albo wzruszenie ramion. O czym tu gadać? Mają dopilnować, żeby wszystko ładnie stąd wyniesiono.

W tym zgromadzeniu ciemnych chałup jest jednak jakiś ślad życia. Jeden z budynków działa. Stoją przed nim ludzie, trzaskają drzwi, okna są jasne. W środku przeszklone boksy po kilka łóżeczek, na nich niemowlęta, przy nich rodzice. To przypadek, że działa, bo przecież wyraźnie wydane było polecenie, że nie wolno przyjmować nowych pacjentów, a wszelkie przypadki kierować do innych szpitali. Wystarczyło kilka dni, żeby zatkały się wszędzie kolejne oddziały i przynoszonych na rękach dzieci nie było gdzie kłaść. Lekarze w tamtych szpitalach odmawiali przyjęcia lub proponowali inne miejscowości – Pabianice albo nawet Bełchatów. Komuś wreszcie coś zaświtało i zdecydował, że warunkowo, przez kilka tygodni można przyjmować te upierdliwie chorujące bez sensu i porządku dzieciaki. Efekt? Natychmiast zapełniony cały oddział.

Czyli problemem nie jest nadmiar placówek wyspecjalizowanych w leczeniu dzieci. Przeciwnie nawet. Co więc nim jest? Dla urzędników Urzędu Marszałkowskiego wszystko jest jasne – rachunek ekonomiczny przede wszystkim. Szpital im. Korczaka był zadłużony. Już więc w 2003 roku połączono go ze szpitalem im. Kopernika. Obiecano, że to będzie recepta na dalszą działalność szpitala im. Korczaka. Czemu jednak jednego bankruta podłączono do krwioobiegu drugiego, bo Kopernik miał trzy razy większe długi? Nikt tego nie wie. Wiadomo tylko, że z obietnic gówno wyszło. Jakby ktoś miał wątpliwości (choć kto może je mieć na tak ważny argument, że chodzi o pieniądze?) to zawsze dorzucają jednym tchem kolejny: fatalny stan techniczny, zagrożenie dla życia i zdrowia przybywających w środku ludzi. Na to nie można pozwolić. To obowiązek urzędu – chronić obywateli. Nikt nie śmie wątpić. Z cała pewnością robią co mogą, by nikomu nie stała się krzywda.

To prawda. Te budynki maja po 100 lat. Przed wiekiem rodzina fabrykantów ufundowała ten szpital „dla biednych łódzkich dzieci”. W testamencie przekazano go miastu pod warunkiem wszakże, że po wsze czasy będzie służył łódzkim dzieciom z niezamożnych rodzin. Szpital zlokalizowany jest w doskonałym miejscu. To samo centrum miasta, 3 hektary ziemi, której teraz nie ma ceny, piękny drzewostan, i rozrzucone pawilony z cegły. Ale choć minął wiek od fanaberii bogatych łódzkich fabrykantów, to wcale nie znaczy, że tak chętnie przywoływany stan techniczny jest do niczego. Owszem, część budynków wymaga niespecjalnie intensywnych remontów. Część jest już wyremontowana. Nie ma mowy o zagrożeniu życia i zdrowia.

W 2003 zaczęła się agonia szpitala, bo wówczas, kiedy został połączony ze szpitalem im. Kopernika przestał być samodzielną placówką a stał się oddziałem pediatrycznym. I pomału zdychał. Kiedy poszło w miasto, że będzie zamknięty, poderwały się gazety, stowarzyszenia. Napisała list otwarty partia RACJA Polskiej Lewicy. Występowali rodzice, pisali dziennikarze, wypowiadali się sami lekarze, udowadniając profesjonalnie bezsens tego posunięcia, twierdząc, że województwa łódzkiego nie stać na utratę ani jednego więcej pediatrycznego łóżka. Hałas duży, efektu żadnego. Jedynym osiągniętym efektem jest, jak mówią mi lekarze, z którymi rozmawiam, że nie można używać słowa likwidacja. Jest za-ka-za-ne. Właściwsze jest mówienie „wyciszanie” albo jeszcze lepiej „wygaszanie”. Może od tego lepiej się śpi, nie wiem. Ale za to czytałem pisma urzędników urzędu marszałkowskiego kierowane do tych, którzy wyrażali zaniepokojenie albo protestowali, jak tam kto chciał. Poza zwykła dozą bełkotu powoływanie się na jakoby przeprowadzane konsultacje i oczywiście nieśmiertelne słowa „restrukturyzacja”, „poprawa sytuacji finansowej placówki”, „konieczność zapewnienia małym pacjentom” i takie tam podobne. Bo w tym miejscu ma być Park Medyczny. Czyli będą leczyć. Dzieci też. Ale nie za darmo, oczywiście. I o to chodzi przecież.

A lekarze z Korczaka zarzucają mnie teraz słowami, gubią się w natłoku argumentów, wyciągają stosy papierków. Starają się mówić językiem, który obowiązuje w ich sytuacji. Pokazują wyliczenia kosztów, udowadniają rentowność placówki, gdyby spełniono kilka nie tak trudnych warunków. Ważą słowa, dodają liczby. Przeliczają na pieniądze, mnożą oszczędności. Kasa, kasa, kasa. Tak teraz trzeba. Ale w miarę jak płyną minuty a ja przysypiam przywalony kolejnymi ekonomicznymi równaniami, porzucają poprawność i zaczynają mówić do mnie martwym językiem, dziś już w Polsce zanikającym.

Bo to, panie redaktorze jest niemoralne. Rozumie pan? Niemoralne.

Nie rozumiem. Kto dzisiaj używa tego argumentu? Może nieopłacalne? Nie, mówi wyraźnie – niemoralne. A kogo to obchodzi?

Ale oni dalej mówili tak samo, nie mam więc innego wyjścia jak wiernie przekazać ich słowa.

Likwidacja jest niemoralna, bo ten szpital leczył od zawsze dzieci biedne. I one teraz będą tej opieki pozbawione. Bo ten szpital jest w centrum Łodzi. A tu jest największa bieda. Wie pan, czemu tak potrzebny jest tu oddział toksykologii dziecięcej? Bo tylko tu mogły trafiać 7 letni alkoholicy, 10 letni zaćpani narkomani, albo najzwyczajniej w świecie pijane w sztok dzieciaki. Nie ofiary jednej bujnej prywatki. Pijane stale. Piły, bo u nich piły całe rodziny. Gdzieś musiały trafiać. Teraz weźmie je zwykła izba wytrzeźwień. Tylko szpital im. Korczaka przyjmował tu dzieci chore z biedy. Odkarmiał je, podleczył, i wypuszczał do tych nor, w których mieszkają na co dzień. Co 20 pacjent to było dziecko chore z biedy. Potem wracały. Czemu tak dużo było tu zawsze dzieci z zapaleniem płuc? Bo kiedy zaziębiały się, to rodzice nie realizowali recept i przepisanych antybiotyków, bo nie mieli pieniędzy. I potem przychodziły już zapaleniem płuc i kładło się je do szpitala. Kiedyś było prosto – coś się działo, to matka czy ojciec, niechby nawet pijany w sztok wziął na ręce i przyniósł. Teraz nie pojedzie do innego szpitala bo za daleko i na taksówkę go nie stać. Im nie chodzi o utratę miejsc pracy. Pediatrów wszędzie biorą z pocałowaniem ręki. Ale cos się zmieni w opiece biednych dzieci. A ich nie ubywa. Nie ubywa. I likwidacja tego szpitala to draństwo. Szpital otoczony jest enklawami biedy. I dla nich istnieje. Nie wie pan, co to jest? To niech pan sprawdzi.

Sprawdziłem następnego dnia. Rozmawiałem z socjologiem z Uniwersytetu Łódzkiego i z psychologiem zajmującym się patologią dzieci i młodzieży. Zacytuję tylko definicję: „Przestrzeń wyznaczona przez co najmniej dwa sąsiadujące ze sobą mocno spauperyzowane kwartały ulic czyli takie, gdzie udział ludności biednej wśród mieszkańców wynosi co najmniej 30 procent określana została jako enklawa biedy. Fragmenty miejskiej przestrzeni spauperyzowane w takim stopniu nazywane są w języku angielskim kieszeniami biedy (pockets of poverty) a w niemieckim soziale Brennpunkte – społecznymi punktami zapalnymi.” (w: „Żyć i pracować w enklawach biedy”. Instytut Socjologii UŁ pod red. Prof. Wielisławy Warzywody-Kruszyńskiej. Łódź 2001)

Tyle było do przekazania w języku, który i tak przegra z obowiązującym poglądem, że prywatne jest lepsze niż publiczne, człowiek jest odpowiedzialny sam za siebie a jeśli tkwi w nędzy to głupi. Myślę tak sobie jednak, że niebawem pokażę dokładnie jak wyglądają enklawy biedy w Łodzi. A ci, co wiedzą, jak piękny jest świat, gdy go mierzyć zyskiem niech cytowaną definicje przeczytają na głos. A niemieckie tłumaczenie niech powtórzą trzy razy: społeczne punkty zapalne, społeczne punkty zapalne, społeczne punkty zapalne…

MACIEJ WIŚNIOWSKI
Tekst ukazał się w tygodniku "NIE".

MANIFEST RACJI PL



Zobacz













STRONY LOKALNE
Kujawsko-pomorskie www
Zachodniopomorskie www
Lubuskie www
Mazowieckie www
Świętokrzyskie www
Podkarpackie www
Łódzkie www
Świnoujście www
Wałbrzych www
Stargard Szczeciński www
Szczecin www
Katowice www
Mogilno www
Wszelkie prawa zastrzeżone: RACJA Polskiej Lewicy 2005-2006
"porozumienie lewicy i demokratów" lewica "wspólna polska" racja polskiej lewicy demokraci, sld, sdpl ppp ul pracy pps fakty i mity "lewica i demokraci" pd po "racja pl" "lewica razem" giertych racja.pl "wybory samorządowe" partia