Menu witryny
Strona główna
Aktualności
Artykuły
Komunikaty
Stanowiska
Ludzie Racji PL
Struktury lokalne
Program partii
Statut partii
Deklaracja akcesji
Kim jesteśmy
Forum dyskusyjne
Serwis informacyjny
Wyszukiwarka
Kontakt
ZARZĄD KRAJOWY
ul. Emilii Plater 55/81
00-113 Warszawa
tel./fax: 022 620 69 66
tel.: 0 399 10 88 99
mail: poczta[at]racja.org.pl

PRZEWODNICZĄCY
Maria SZYSZKOWSKA
tel./fax: 022 620 69 66

SEKRETARZ GENERALNY
Jan BARAŃSKI
tel.: 698 831 308, e-mail

RZECZNIK PRASOWY
Teresa JAKUBOWSKA
tel./fax: 022 621 41 15
tel. 606 374 747, e-mail

Konto: ING Bank, nr 04 1050
 1461 1000 0022 6600 1722
SERWIS INFO
Zapisz się do SERWISU INFO
POLECANE KSIĄŻKI

     

PROMOCJA CENOWA!
Polecamy








Cz. Janik: Wystąpienie na II Kongresie Porozumienia Lewicy
08 październik 2008
Cz. Janik: Wystąpienie na II Kongresie Porozumienia Lewicy

"Działania RACJI są mi bliskie, są bliskie przynajmniej 1/3 społeczeństwa polskiego, które zostało osierocone w momencie, kiedy A. Kwaśniewski wysiadł z lewicowego tramwaju, a za nim podążyła cała formacja. Częściowo działania RACJI są zbieżne z działaniami Stowarzyszenia Neutrum. My działamy wąsko, partia RACJA – jak wszystkie partie – szeroko" - powiedział Czesław Janik, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo "Neutrum", podczas II zjazdu Kongresu Porozumienia Lewicy.

Długo zastanawiałem się, czy odpowiedzieć na nie pozytywnie po doświadczeniach zdobytych podczas narady programowej Kongresu, kiedy to po mojej wypowiedzi i po wypowiedzi jednego z uczestników, nawiązującej do przedstawionej przeze mnie argumentacji, wypowiedzi zawierającej zbyt wiele nieprawdziwych informacji, poza jednym, bardzo silnym argumentem „ja jako inżynier i katolik”, przewodniczący nie pozwolił zabrać głosu ad vocem, nie dopuszczając do dyskusji. Być może chronił przed blamażem członka swego ugrupowania albo faktycznie uważał i nadal uważa, że w programie Kongresu lepiej nie zawierać problematyki wyznaniowej? Postanowiłem jednak skorzystać z zaproszenia i spotkać się z państwem, ponieważ darzę wielkim szacunkiem zarówno panią Marię Szyszkowską jak i partię, której przewodzi. Miałem nadzieję, że przewodniczący nie będzie dzisiaj manipulował prze-biegiem dyskusji, ale się zawiodłem. Przedstawicielom własnego ugrupowania udzielił głos jako pierwszym, wcale nie miało to nic wspólnego z kolejnością zgłoszeń i dał im tyle czasu na wystąpienie, ile chcieli mówić. Pozostałych, którzy się zgłosili, albo nie zauważał i być może myślał, że o głos się nie upomną, albo starał się ograniczyć czasowo, co chwilę przerywając, jakby starał się o to, żeby nie powiedzieli niczego, co nie współgrałoby z jego pomysłem na debatowanie – tylko ci, którym pozwolę mówić, i tylko ci, którzy będą mówić, tak jak się spodziewam, że będą mówili.

Wraca, do pani prof. Szyszkowskiej z małą laurką dla niej. Takich ludzi jak ona, Polska potrzebuje jak najwięcej. Od kiedy pamiętam, zawsze podziwiałem i ceniłem w niej tę zaletę, że ciągle zachowuje świeżość myślenia. Ewenement na miarę światową jest tutaj dzisiaj razem z nami – tyle lat pracy, tyle lat przekonywania do tego wszystkiego, o czym m.in. pisała w książkach „O braku neutralności światopoglądowej”, „Lewicowość w XXI wieku”, „Ideowość w polityce”, „Socjalizm i jego różnorodne koncepcje”, „Wartości lewicowe w kulturze polskiej”, czy w książce pod znamiennym tytułem „Całe życie w opozycji” – w opozycji do bezideowości, quasi-lewicowości, wyrachowania, itd., itd., wobec tych wątpliwych zalet, które opanowały tzw. środowiska lewicowe po 1989 r. Świeżość myślenia, jego odkrywczość i postawa życiowa prawdopodobnie były podstawowymi czynnikami, które zdecydowały o tym, że stała się kandydatką do Nagrody Nobla. Same mi się ręce składają do oklasków (i dziwię się, że ich nie słyszę), bo bycie dzisiaj człowiekiem lewicy, autentycznym i do końca, wymaga heroizmu i łączy się z koniecznością przeciwstawiani się ludziom z tzw. lewicy. A taka jest właśnie Maria Szyszkowska.

Przywołam jeszcze jedną zaletę Marii Szyszkowskiej. Jej stosunek do minimalnych standardów praw człowieka, do łamania zasad moralnych i prawnych spowodował, że dla wielu stała się jakby wyrzutem sumienia. Sama jej obecność, jej spojrzenie powoduje, że wielu czuje się nieswojo. Boi się jej zbyt wielu ludzi świata polityki, tzw. graczy i nie tylko świata polityki, boją się jej milczenia i znaków zapytania, które wyczytują w jej wzroku. I słusznie! Niech się jej boją, bo zasady, idee, wizje przyszłości kreślone przez Marię Szyszkowska, która jesz-cze do tego nie chce nic w zamian, nie pozwala na spokój sumienia u wielu. Szczęście dla Kongresu, że ta chodząca lewicowość jest dzisiaj na tej Sali.

Przyszedłem dzisiaj do Państwa, bo czułem wewnętrznie, że to jest moją powinnością wo-bec Marii Szyszkowskiej i Partii Racja, której przewodzi. Przyszedłem, bo chciałem głośno Państwu powiedzieć o czymś, czego moje szare komórki nie pojmują, co nie mieści mi się w głowie. Mój niepokój wzbudzają działania kierującego Kongresem. Nie jestem w stanie pojąć, że przewodniczący Kongresu nie jest dobrze zorientowany, kto przewodzi partii Racja! Nie mieści mi się w głowie, że za partnera do rozmów uważa tylko Sekretarza Generalnego Racji i stara się nie zauważać przewodniczącej! Jest to coś niebywałego! Za blamaż, być może głęboko przemyślany, uważam również fakt przemilczenia, nie wymienienia z nazwy jednego z sygnatariuszy Kongresu – Partii Racja właśnie, w artykule, który ukazał się w „Przeglądzie”. A mówię o tym dlatego, że program, działania Racji są mi bliskie, są bliskie przynajmniej 1/3 społeczeństwa polskiego, które zostało osierocone w momencie, kiedy A. Kwaśniewski wysiadł z lewicowego tramwaju, a za nim podążyła cała formacja. Częściowo działania Racji są zbieżne z działaniami Stowarzyszenia Neutrum. My działamy wąsko, partia Racja – jak wszystkie partie – szeroko. Posiada program obejmujący całościowo życie państwa.

Państwo powołaliście Kongres, aby podążać na szczyt, aby osiągnąć możliwość realizacji swoich wizji państwa, prawa, życia narodu czy pojedynczych – Polki czy Polaka. A więc do dzieła. Trzeba skupić się na działaniu, aby zostać numerem 1! Szkopuł w tym, tak wynika z moich obserwacji, że nadal się oglądacie i czekacie, co powie konkurencja, co powie SLD, co powie prawica. Was to nie powinno obchodzić. Jesteście nową wartością? Nawiązujecie do wartości lewicowych, tak? I chcecie działać? A więc rozpoczynajcie tę mozolną wspinaczkę na szczyt! Musicie pokazać społeczeństwu jak i tym „innym”, że jesteście wartością samą w sobie, wartością, w którą bez niepokoju chciałbym zainwestować mój bezcenny, bo tylko je-den, jedyny głos w czasie wyborów. Mówię tak, bo tak myślę.

Z moich obserwacji wynika, że marzycie państwo o byciu numerem 1, ale – tak jak większość ludzi boi się wziąć byka za rogi – wy boicie się zostać numerem 1. Chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że szefostwo Kongresu wybiera (nie wiem, czy z wyrachowania, czy są jakieś inne przyczyny) pójście na łatwiznę. A nóż widelec się uda? Myślę tak, po pierwsze, w oparciu o to, co trzymam w ręku. Kolor niby przypominający czerwień – mógłby kojarzyć się z lewicą, ale zawołanie „Polska socjalna” z lewicą nie da się ożenić. Termin „socjalny”, nawet odmieniany przez przepadki, rodzaje, liczby i tak zawsze mi się kojarzy z zakładowym biurem spraw socjalnych, z kasą zapomogowo-pożyczkową, z wczasami „pod gruszą” czy też wy-prawami na grzyby. Taką Polskę proponujecie społeczeństwu? Jeżeli tak, to ja wysiadam – tak często powtarzał to Stanisław Grzesiuk w swoich książkach, kiedy zauważał, że nie przystaje do towarzystwa wzajemnej adoracji. Dziwi mnie tylko, że nadal panuje wielki strach przed używaniem słów: „socjalizm”, „rewolucja”. Rozumiem postawę tych, obawiających się działań IPN-u, który być może już niedługo zlustruje Chopina za jego „Etiudę Rewolucyjną” i przestanie się ją grać. Słowo „socjalizm” pasowałoby dzisiaj jak najbardziej, wszak za kilka dni będziemy mieli kolejną rocznicę wydarzeń z 1917 r. Proszę państwa, trzeba pamiętać, że tamtych ludzi też zmanipulowano jak tych, którzy dali się nabrać na 21 postulatów. Ważne jest, że powstali z kolan – jak brzmi zawołanie członków Racji, często towarzyszące demonstracjom, że chcieli „wziąć sprawy w swoje ręce”, jak niedawno Polakom proponował Lech Wałęsa. Dzisiaj, kiedy gospodarka światowa wali się, kiedy okazuje się, że bez interwencji państwa może upaść, kiedy na kolanach woła „pomóżcie”, nie chcąc zmienić swego wilczego oblicza, wskazane jest mówienie, głośno i z podniesioną głową, o socjalizmie. O jego elementach, bez których ten wilczy kapitalizm jest bez szans na przeżycie.

Po drugie, tak myślę po wnikliwej analizie artykułu pana Pawła Bożyka, „A może federacja partii lewicowych?”. Ukazał się on w „Przeglądzie”, numer 38 z 21 września, a więc in-formacje są świeżutkie. Hasające pomiędzy wierszami zastanawianie się nad możliwością współpracy ludzi lewicy z SLD to czysta futurologia i „chciejstwo” marzyciela. Po zebraniu cięgów w ostatnich wyborach, po pokazach buty i arogancji wobec elektoratu, wobec całej barwnej palety organizacji lewicowych, wydawało się, że Rozbrat czegoś został nauczony. Nic z tych rzeczy! Stosunek do „innych” na lewicy w SLD jest niezmienny. Czy państwo znają jakieś sygnał, o którym może ja nie wiem, że SLD chce z lewicą poza- SLD rozmawiać na równych prawach? No właśnie… I jeżeli ja widzę, że to nie SLD, że to pan P. Bożyk taki sygnał wysyła, to mnie śmiech ogarnia. Czy traktowanie przez SLD np. Unii Pracy nic nie nauczyło? Chyba, że chodzi o jakieś stołki, o jakieś interesiki, to owszem, należy wysyłać takie sygnały, ale jeżeli Kongresowi naprawdę zależy na wartościach, naprawdę chce zdobywać szacunek w społeczeństwie, a tym samym potencjalny elektorat, to niech bierze byka za rogi, niech dąży do tego, aby pośród numerów 1 na lewicy stać się capo di tutti capi lewicy.

Jeżeli Kongres weźmie byka za rogi, jeżeli przestanie marzyć o byciu numerem 1, jeżeli przestanie żyć życiem innych, porównywać się z nimi, grzejąc się w ich blasku, przestanie wyobrażać sobie, a zakasze rękawy… No właśnie! Kongres stoi przed koniecznością dokonania wyborów. Być może podejmie nawet dla niektórych szokujące decyzje. Oby tak się stało, bo być może nie posiadając pojęcia, gdzie podjęte decyzję Kongres zaprowadzą, będą mieli świadomość, że dokonali właściwych wyborów (bo każdy wybór jest właściwy, niewłaściwe jest kunktatorstwo, bezczynność), że odrzucili barierę nadmiernej ostrożności.

Większość ludzi zachowuje się rozsądnie, dlatego radzą sobie nieźle – ale tylko w grani-cach rozsądku. Rozsądnie jest puszczać oczko do SLD, a najlepiej było pozostawać w jego szeregach. Jednak rozsądek, wyrachowanie, pogrzebie Kongres w obszarach bliżej nieokreślonego niebytu. Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak potoczą się wasze losy, musicie wiedzieć, dokąd zmierzacie i musicie podjąć stosowne działania, aby zamiary zrealizować.

Często słyszę „chcielibyśmy”, „czy nie byłoby miło, gdyby”. A trzeba przestać marzyć, trzeba przestać dokonywać bezpiecznych wyborów, tych samych, co większość (SLD), bo staniecie się tacy sami, jak ta większość. I z jednej strony będziecie, poniewczasie, mieć żal do siebie za bezpieczne, przewidywalne działania, z drugiej strony nadal będziecie marzyć o tym, żeby wasza sytuacja uległa zmianie, wyglądała inaczej. A SLD właśnie na to liczy, że będziecie podejmować decyzje bezpieczne. A co to znaczy, bezpieczne? Bezpieczne dla nich, nie obdzierające z nich ostatnich zasłon, żeby pokazać, jaki SLD jest wyrachowany i bezideowy. Jak można traktować poważnie SLD, kiedy odgrzebuje on z niebytu grabarza siły lewi-cy, ex-prezydenta Kwaśniewskiego. Sojuszowi zamarzyło się zejść ze sceny politycznej, a tak niewątpliwie tym razem się stanie – ja przynajmniej na SLD tym razem nie zagłosuję, swój głos oddam raczej na jakąś arcykatolicką siłę. Chyba tylko zniknięcie ze sceny politycznej SLD pozwoli ludziom się otrząsnąć z chocholego tańca i pozwoli zbudować autentyczną lewicę. Marzę o takim ugrupowaniu – o autentycznej lewicy, opartej o wartości, ideały lewicy a nie o termin „lewica” dookreślany różnymi innymi słowami.

Mam marzenia, jak każdy. Marzy mi się np., że kiedy Państwo powiedzą „chcemy” i będzie to oznaczać, że chcecie czegoś tak mocno, że osiągniecie zakładany cel. Żeby osiągnąć swój cel, podejmiecie decyzje, które do tego celu poprowadzą, a nie decyzje, które inni uważają za słuszne. Te słuszne, bezpieczne decyzje są nudne, przewidywalne. I nie przynoszą żadnych zmian. Państwo musicie podjąć decyzje ryzykowne, decyzje, które zmuszą innych do myślenia i reagowania w sposób, o którym Państwo nawet nie pomyśleliście. A jedna nowatorska myśl w waszej wizji przyszłości naprowadzi was na kolejne, które pomogą Państwu osiągnąć cel. Zacznijcie więc podejmować złe decyzje, jak myślą inni, a one zaprowadzą was do miejsca, o którym inni mogą tylko marzyć. Konkretne propozycje zgłaszałem podczas narady programowej, więc o nich nie będę tutaj mówił.

I wracając jeszcze raz do pana Bożyka i jego artykułu. Problem nie polega na tym, że profesor Bożyk podejmuje złe decyzje. Problem polega na tym, że podejmuje decyzje właściwe, decyzje rozsądne. Podejmuje decyzje rozsądne na podstawie otaczających go, otaczających nas faktów. Sęk w tym, że wszyscy inni robią to samo, podejmują decyzje rozsądne, aby nie narazić się SLD, bo być może uda nam się znaleźć na wspólnych listach, żeby nie narazić się kościołowi, bo od razu obrzuci nas błotem itd., itp. Rozsadek trzeba cenić, czasami jednak koniecznością jest pójście na przekór innym, swoją drogą. Moim zdaniem, prof. Bożyk od lat znajduje się w pułapce decyzji rozsądnych, a to nie wróży nic dobrego dla Kongresu.

Zakończę moje przydługie wystąpienie nawiązaniem do stojącej przed Państwem konieczności dokonania wyboru. Wyobraźmy sobie dwie osoby; z jednej strony mamy rutyniarza, wytrawnego gracza, który z niejednego pieca jadł chleb i nieznanego, raczkującego w polityce człowieka, którego główną zaletą jest rzadko spotykana świeżość myślenia. Proszę państwa, rutyniarze, wytrawni gracze nic dla was nie wygrają! To nie jest dogmat, lecz zasada ogólna. A dlaczego nie wygrają? W czym tkwi szkopuł? Ano w tym, że wytrawni gracze nie wygrają z powodu doświadczenia zdobytego w działaniach, gierkach, w których chodziło nie tyle o realizację jakiejś idei, wizji przyszłości, słusznych postulatów czy poważnego celu, lecz chodziło o synekury, o miejsce na liście wyborczej, o fotel w tym czy innym ministerstwie, w urzędzie! Rutyniarze zbyt dobrze zdają sobie sprawę z ryzyka. Wiedzą, że coś może pójść nie tak. Dlatego są bardziej ostrożni. Natomiast ludzie, których siłą jest świeżość myślenia, którzy nie są skażeni bagażem doświadczeń rutyniarza, nie zwracają uwagi na to, na co zwracają uwagę wytrawni gracze. Ludzie charakteryzujący się świeżością myślenia nie wkraczają do polityki, żeby ugrać jakiś fotel, oni idą realizować jakąś wizję, do której realizacji pcha ich ego. I to jest właśnie ta przewaga tych drugich nad wyjadaczami. Tak już z nami jest, że z wiedzą pojawia się ostrożność. Ale żeby odnieść sukces, trzeba pozostać dzieckiem!

Odnosząc się do niektórych wcześniejszych wypowiedzi; Marek Dyduch powiedział, że jest kryzys na lewicy. Proszę państwa, na lewicy nie ma żadnego kryzysu, ludzie lewicy mają się dobrze. Kryzys dotyczy kół walczących o stołki, o posady, o miejsce na listach wyborczych. Widzę, że tworząc Kongres próbuje się konserwować stare metody działania – już trwa walka o stołki, a o programie, z którym trzeba wyjść do potencjalnego wyborcy cisza. Zręby programu też są – przypomnę wspomniane wyżej książki Marii Szyszkowskiej.

I jeszcze jedna uwaga – wielość podmiotów lewicy pozaparlamentarnej, której przedstawiciele znajdują się na Sali wskazuje jak bardzo jest wskazane powołanie do życia niezależnego od SLD i niezależnego od jego sposobu działania organizmu jednoczącego tych, których SLD odrzucał od 1989 r. Aby działo się to szybko i zgodnie z oczekiwaniami elektoratu, proponuję zmianę przewodniczącego Kongresu. Przewodniczący nie może reprezentować rutyniarzy, wytrawnych graczy, o których mówiłem. Przewodniczący musi wykazywać się przede wszystkim świeżością myślenia, być przeciwieństwem postaw prezentowanych przez dotychczasowe główne postacie lewicy, które przyczyniły się do zapaści lewej strony. A prof. Bożyka dyskwalifikuje, moim zdaniem, manipulowania ludźmi, manipulowanie świadomością (poprzez niedopuszczanie do rzeczowej dyskusji itd).

Na co państwo postawicie? Życzę odważnych, mądrych, ale i nieprzewidywalnych wyborów. Marzę o tym. Marzy o tym tak wielu Polaków, że strachem napawa możliwość, że ich Państwo zawiedziecie, że zawiedziecie pokładane w was nadzieje, związane z wami oczekiwania! Jeżeli oczekiwania Polaków są dla Państwa zbyt wielkim wyzwaniem, że poprzeczkę założono za wysoko, to zróbcie tak jak M. Rakowski – wyprowadźcie sztandar.

Na koniec chciałbym państwu podziękować za cierpliwość, bo rzeczywiście moje wystą-pienie było zbyt długie.

CZESŁAW JANIK

MANIFEST RACJI PL

BLOGI



Zobacz













STRONY LOKALNE
Wałbrzych www
Kujawsko-pomorskie www
Zachodniopomorskie www
Lubuskie www
Mazowieckie www
Świnoujście www
Stargard Szczeciński www
Szczecin www
Katowice www
Opole www
Podkarpackie www
Wszelkie prawa zastrzeżone: RACJA Polskiej Lewicy 2005-2006
"porozumienie lewicy i demokratów" lewica "wspólna polska" racja polskiej lewicy demokraci, sld, sdpl ppp ul pracy pps fakty i mity "lewica i demokraci" pd po "racja pl" "lewica razem" giertych racja.pl "wybory samorządowe" partia